Billie Eilish, jedna z najbardziej wpływowych artystek swojego pokolenia, w ostatnim wywiadzie stanęła w obronie zjawiska nagrywania koncertów przez fanów. Wokalistka podkreśliła, że korzystanie z telefonów podczas występów na żywo stało się nieodłącznym elementem współczesnej kultury muzycznej. Jej zdaniem, zamiast krytykować tę praktykę, warto dostrzec w niej nowy sposób przeżywania i dokumentowania muzyki.
Artystka zwróciła uwagę, że to właśnie dzięki internetowi i mediom społecznościowym jej kariera nabrała tempa. W dobie cyfryzacji, gdzie każdy może stać się twórcą treści, nagrywanie koncertów jest dla wielu fanów formą partycypacji w wydarzeniu. Eilish przypomniała, że sama wychowała się w erze smartfonów i doskonale rozumie potrzebę dzielenia się chwilami z ulubionymi artystami.
Co więcej, piosenkarka zdradziła, że prace nad jej nowym albumem są już zaawansowane. „Jesteśmy w samym środku” – powiedziała, nie ujawniając jednak konkretnych szczegółów dotyczących daty premiery czy stylistyki materiału. Wiadomo, że artystka od dłuższego czasu współpracuje ze swoim bratem Finneasem, który jest producentem i współautorem jej największych hitów.
Eilish, która w przeszłości zdobyła liczne nagrody Grammy i Oscara za piosenkę „No Time to Die”, znana jest z eksperymentalnego podejścia do muzyki. Jej poprzednie albumy, takie jak „When We All Fall Asleep, Where Do We Go?” i „Happier Than Ever”, łączyły elementy popu, elektroniki i alternatywy. Fani z niecierpliwością oczekują na nowe utwory, które – jak sugeruje artystka – mogą ponownie zaskoczyć słuchaczy.
W kontekście dyskusji o nagrywaniu koncertów warto przypomnieć, że niektórzy wykonawcy, jak np. Adele czy Bob Dylan, otwarcie krytykowali to zjawisko, argumentując, że odbiera ono magię chwili. Billie Eilish reprezentuje jednak odmienne stanowisko, uznając smartfony za narzędzie, które może wzmacniać więź między artystą a publicznością.
Foto: music-news.com
















Leave a Reply