Frontman Pearl Jam zdradza swoje lęki i wspomina niezwykłą przygodę z The Bossem
Eddie Vedder, charyzmatyczny wokalista Pearl Jam, znany jest z intensywnych, pełnych emocji występów na scenie. Okazuje się jednak, że nawet rockowa legenda ma swoje słabości. W jednym z ostatnich wywiadów artysta szczerze przyznał się do strachu przed końmi, co doprowadziło do niezwykłej – i jak sam przyznaje, przerażającej – przygody z inną ikoną rocka, Bruce’em Springsteenem.
Nieplanowana wycieczka, która przerodziła się w koszmar
Vedder opowiedział historię z czasów, gdy obaj muzycy spędzali czas razem. Springsteen, znany ze swojej miłości do otwartych przestrzeni i koni, zaproponował spontaniczną przejażdżkę. Dla Veddera, który nigdy wcześniej nie czuł się komfortowo w pobliżu tych zwierząt, była to propozycja, której nie mógł łatwo odrzucić.
To było przerażające. Bruce jest w tym jak ryba w wodzie, a ja czułem się, jakbym miał zaraz spaść i złamać wszystkie kości potrzebne do grania na gitarze
– wspominał Vedder, dodając z charakterystycznym dla siebie poczuciem humoru, że obawiał się bardziej o swoje dłonie niż o życie.
Lęk, który przetrwał lata
Frontman Pearl Jam przyznał, że jego niechęć do koni ma długą historię. Wspominał, że nawet podczas kręcenia teledysków czy sesji zdjęciowych, w których pojawiały się konie, starał się zachować bezpieczną odległość. Jego przygoda ze Springsteenem tylko utwierdziła go w tym przekonaniu.
„To zupełnie inny rodzaj kontroli niż na scenie” – tłumaczył Vedder. „Na koncertzie czujesz energię tłumu i możesz ją prowadzić. Koń ma własną wolę i energię, która jest… nieprzewidywalna”.
Rockowe braterstwo w terenie
Mimo strachu, Vedder docenia gest Springsteena. Jak zauważył, The Boss chciał się podzielić czymś, co jest dla niego ważne i źródłem radości. To pokazuje inną stronę relacji między muzykami, wykraczającą poza wspólne granie czy studyjne sesje.
- Springsteen jako doświadczony jeździec starał się uspokoić kolegę
- Vedder przyznaje, że podziwia umiejętności Bruce’a
- Cała sytuacja stała się z czasem anegdotą, którą artysta opowiada z przymrużeniem oka
Historia ta odsłania ludzką twarz rockowych idoli, pokazując, że nawet ci, którzy wydają się nieustraszeni na scenie, mają swoje codzienne lęki i słabości. Dla fanów obu artystów to także ciekawy fragment relacji między dwoma pokoleniami amerykańskiego rocka.
Vedder podsumował całe zdarzenie stwierdzeniem, że woli solidny grunt pod nogami i gitarę w dłoniach niż siodło i uzdę. Jego przygoda z Springsteenem na długo pozostanie w pamięci – zarówno jako przerażające doświadczenie, jak i dowód rockowego braterstwa w niecodziennych okolicznościach.
Foto: www.pexels.com
















Leave a Reply