Finał 17. edycji popularnego programu rozrywkowego „Mam talent!” wywołał gorącą dyskusję w mediach społecznościowych. Decyzja telewidzów, którzy przyznali pierwsze miejsce Lizie i jej psu Dinie, spotkała się z mieszanymi reakcjami – od entuzjazmu po zdecydowaną krytykę.
Zwycięski występ, łączący elementy tresury i choreografii, zdobył uznanie części publiczności, ale nie brakowało głosów, że inne prezentacje były bardziej spektakularne lub wymagające. W komentarzach na platformach takich jak Facebook czy X (dawniej Twitter) pojawiły się zarzuty o faworyzowanie nietypowych form artystycznych kosztem tradycyjnych talentów. Jedna z internautek napisała: „Nigdy więcej nie będę tego oglądać”, co stało się jednym z najczęściej cytowanych wpisów.
Eksperci od mediów zwracają uwagę, że podobne kontrowersje towarzyszą wielu finałom programów talent show. „Widzowie często mają silne poczucie, że ich ulubiony uczestnik został niesprawiedliwie pominięty. To naturalne zjawisko w formatach opartych na głosowaniu” – komentuje dr Anna Kowalska, medioznawczyni z Uniwersytetu Warszawskiego. Dodaje, że emocje podsycane są przez media społecznościowe, które wzmacniają polaryzację opinii.
Warto przypomnieć, że w poprzednich edycjach „Mam talent!” również dochodziło do burzliwych reakcji – na przykład w 2021 roku, gdy zwyciężył tancerz breakdance, a w 2019 roku, gdy triumfowała grupa akrobatyczna. W każdym przypadku część widzów kwestionowała wybór, co świadczy o sile zaangażowania publiczności.
Producent programu, TVN, na razie nie odniósł się do krytyki. W oficjalnym oświadczeniu po finale podziękowano wszystkim uczestnikom i podkreślono, że decyzja zapadła demokratycznie. Tymczasem w sieci trwa debata, która prawdopodobnie nie ucichnie do czasu ogłoszenia kolejnej edycji.
Foto: i.iplsc.com
















Leave a Reply