Trzeci dzień festiwalu w Żaku testem wytrzymałości słuchaczy
Trzeci wieczór tegorocznej edycji festiwalu Jazz Jantar w gdańskim klubie Żak stał się przestrzenią artystycznej konfrontacji. Program wieczoru celowo zestawiał ze sobą skrajnie różne estetyki, prowadząc publiczność od głęboko immersyjnych, medytatywnych brzmień, po eksperymentalne formy dźwiękowe, które celowo destabilizowały komfort odbioru. Ta zamierzona przez kuratorów dramaturgia wieczoru wywołała żywe, a momentami skrajne reakcje wśród zgromadzonej publiczności.
Od immersji do dysonansu: celowa dekonstrukcja komfortu
Pierwsza część koncertu oferowała słuchaczom możliwość „wygodnego zanurzenia” w rozbudowanych, ambientowych strukturach. Artyści budowali nastrojowe pejzaże dźwiękowe, opierając się na subtelnych improwizacjach i rozmytych harmonicznie frazach. Atmosfera była skupiona, a publiczność reagowała życzliwie, dając się ponieść płynącej muzyce.
Sytuacja diametralnie zmieniła się w drugiej części programu. Zespół, który wszedł na scenę, od razu postawił na radykalnie inną poetykę. Zamiast kołyszących rytmów i przystępnych melodii, posłuchać było można dysonansów, szumów, preparowanych dźwięków instrumentów i eksperymentalnych technik wokalnych. Muzyka stała się wyzwaniem, a nie pocieszeniem.
„Jest to dyskomfort potrzebny” – skomentował po występie jeden z muzyków, odnosząc się do zauważalnego poruszenia na widowni.
Reakcja publiczności: część widowni opuściła salę
Intensywność i celowa „niewygoda” dźwiękowa prezentacji okazały się dla części festiwalowej publiczności zbyt dużym wyzwaniem. Obserwatorzy relacjonowali, że niektórzy słuchacze nie wytrzymali napięcia i opuścili salę przed końcem koncertu. Nie była to jednak reakcja powszechna – znaczna część widowni pozostała do końca, przyjmując performance z zaciekawieniem, a po zakończeniu nagradzając artystów gorącymi brawami.
Ta polaryzacja odbioru doskonale wpisuje się w istotę współczesnej sceny jazzowej i improwizowanej, która często kwestionuje utarte schematy i prowokuje do refleksji. Jak zauważają krytycy, festiwale takie jak Jazz Jantar pełnią nie tylko funkcję rozrywkową, ale także edukacyjną i konfrontacyjną, wystawiając na próbę przyzwyczajenia i granice percepcji swoich gości.
Rola festiwalu w kształtowaniu słuchacza
Incydent z trzeciego dnia Jazz Jantaru unaocznia szerszy fenomen. Współczesne festiwale muzyki ambitnej coraz częściej rezygnują z roli wyłącznie dostarczyciela przyjemnych doznań, na rzecz stawania się laboratorium słuchu i miejscem artystycznego ryzyka. Programiści świadomie włączają do lineupu artystów kontrowersyjnych, których muzyka ma potencjał irytujący lub dezorientujący.
„Celem nie jest zaspokojenie oczekiwań, ale ich poszerzenie” – można by sparafrazować intencje organizatorów. Tego typu wydarzenia stawiają pytanie o rolę widza/słuchacza: czy ma być biernym konsumentem, czy aktywnym uczestnikiem, gotowym na eksperyment i dyskomfort, który może prowadzić do nowych form wrażliwości.
Trzeci dzień Jazz Jantaru 2024 przejdzie do historii festiwalu jako ten, który wyraźnie podzielił publiczność. Pokazał jednak również, że w środowisku miłośników jazzu i muzyki improwizowanej wciąż jest miejsce na poszukiwanie, prowokację i odwagę wyjścia poza utarte ścieżki, nawet za cenę chwilowego niezrozumienia czy opuszczenia sali przez część tradycyjnie nastawionej widowni.
Foto: www.pexels.com
















Leave a Reply