W odcinku podcastu Louisa Theroux, który ukazał się w tym tygodniu, legendarna szkocka piosenkarka Lulu, której kariera trwa już sześć dekad, podzieliła się szczerymi i często zaskakującymi wspomnieniami ze spotkań z ikonami muzyki. Rozmowa, prowadzona przez dociekliwego Theroux, odsłoniła nieznane szerzej anegdoty z życia artystki, która była świadkiem i uczestnikiem kluczowych momentów w historii popkultury.
„Zrobię z tobą cholerny hit”: obietnica Bowiego
Jednym z najbardziej poruszających wątków była opowieść o współpracy z Davidem Bowiem przy przeboju „The Man Who Sold the World” w 1974 roku. Lulu wspominała moment, w którym Bowie, wówczas u szczytu sławy, podszedł do niej na przyjęciu i bez ogródek oznajmił: „I’m going to make a f*ing hit record with you”. Jak podkreśliła, była to dla niej nie tylko szansa na komercyjny sukces, ale przede wszystkim akt ogromnej wiary w jej talent ze strony artysty, który sam był wizjonerem.
„To nie było tylko: ‘Nagramy piosenkę’. To było: ‘Zrobię z tobą coś wyjątkowego’. Miał tę pewność siebie, ale też głębokie zrozumienie muzyki. Pracował niestrudzenie nad aranżacją, chciał, żeby mój głos zabrzmiał idealnie”
Współpraca zaowocowała singlem, który na stałe wpisał się w jej dyskografię, stając się przykładem udanego połączenia głosu soulowej divy z rockowym brzmieniem glam.
Spotkania z The Beatles: John, Paul i „zwykła” praca
Lulu opowiedziała również o swoich wczesnych kontaktach z The Beatles. Jako nastolatka, która sama odnosiła sukcesy (jej „Shout” był ogromnym hitem), spotykała członków zespołu na różnych eventach i w studiach nagraniowych. Wspominała Paula McCartneya jako „niesamowicie miłego i zachęcającego”, a Johna Lennona jako osobę o „bystrym, ironicznym spojrzeniu na świat”.
Podkreśliła, że pomiaru ogromnej sławy, atmosfera wokół nich w studiu Abbey Road była skupiona na pracy: „To nie było ciągłe świętowanie. Oni byli tam, żeby pracować, eksperymentować, szlifować utwory. To dyscyplina, którą podziwiam do dziś” – dodała.
Zakazany występ z Jimim Hendrixem
Najbardziej kontrowersyjna anegdota dotyczyła planowanego występu z Jimim Hendrixem w programie telewizyjnym „Happening for Lulu” w 1969 roku. Hendrix miał zaśpiewać z nią utwór „Hey Joe”. W trakcie próby, ku przerażeniu producentów, legendarny gitarzysta nagle zmienił aranżację na improwizowaną, długą i psychodeliczną wersję, a na koniec… dedykował ją „wszystkim ludziom w studiu, którzy rozważają samobójstwo”.
W efekcie, jak relacjonuje Lulu, występ został całkowicie wycięty z emisji przez zarząd stacji, uznany za „zbyt kontrowersyjny i niestosowny dla telewizji oglądanej przez rodziny”.
- Powód cenzury: Nieprzewidywalna i mroczna improwizacja Hendrixa oraz wspomnienie o samobójstwie.
- Reakcja Lulu: Artystka wspomina to z mieszaniną rozczarowania i podziwu dla brawury Hendrixa. „Był prawdziwym artystą, który nie mieścił się w sztywnych ramach telewizji” – stwierdziła.
- Dzisiejsza perspektywa: Dziś ten incydent postrzegany jest jako symboliczne starcie wolności artystycznej z konserwatywnymi normami mediów masowych końca lat 60.
Dziedzictwo i spojrzenie w przyszłość
Podsumowując rozmowę, Lulu mówiła o trwałości muzyki i wdzięczności za swoją drogę. Pomimo spotkań z największymi gwiazdami, jej filozofia pozostaje prosta: „Chodzi o autentyczność. Czy śpiewasz z Bowiem, Hendrixem, czy sama – musisz wierzyć w każdą zaśpiewaną nutę”. Jej wspomnienia to nie tylko anegdoty dla fanów, ale cenny głos w dokumentacji ery, która na zawsze zmieniła oblicze muzyki popularnej.
Foto: www.pexels.com
















Leave a Reply