Nowy album Morrisseya pod lupą krytyki
W świecie muzyki niewielu artystów potrafi wzbudzać tak skrajne emocje jak Morrissey. Jego najnowszy album, zatytułowany “Make-up Is a Lie”, stał się przedmiotem ostrej dyskusji wśród krytyków i fanów. Wydawnictwo, które miało być kolejnym kamieniem milowym w karierze kontrowersyjnego wokalisty, przez wielu zostało odebrane jako rozczarowująca i pozbawiona inspiracji płyta.
Dziedzictwo kontra współczesność
Nie da się rozmawiać o Morrisseyu bez odwołania do jego przeszłości. Jego dorobek z zespołem The Smiths na zawsze zmienił oblicze brytyjskiej muzyki indie i post-punkowej. To właśnie ten kapitał zaufania i nostalgii sprawia, że każde nowe wydawnictwo solowe artysty jest traktowane jako wydarzenie. Niestety, jak wskazuje recenzja, “Make-up Is a Lie” nie spełnia pokładanych w nim nadziei. Płyta, trwająca nieco ponad pięćdziesiąt minut, przez krytyka została określona jako “pięćdziesiąt minut niczego”, co sugeruje brak istotnych treści muzycznych lub emocjonalnego zaangażowania.
Morrissey, podobnie jak Kanye West, konsekwentnie potrafi obracać przeciwko sobie opinię publiczną. Jego działania pozamuzyczne – od kontrowersyjnych wypowiedzi politycznych po nagminne odwoływanie koncertów – stale testują cierpliwość nawet najbardziej oddanych fanów. Mimo to, magia jego wczesnych dokonań wciąż przyciąga uwagę. Powstaje więc pytanie: jak długo legendarna przeszłość może przykrywać artystyczne potknięcia teraźniejszości?
Krytyczna ocena zawartości
Recenzja albumu nie pozostawia złudzeń co do jego wartości. Autor wyraźnie rozczarowany jest brakiem rozwoju, powtarzalnością formuły i ogólnym wrażeniem artystycznej stagnacji. W kontekście całej dyskografii Morrisseya, “Make-up Is a Lie” może zostać zapamiętany jako jeden z jego słabszych projektów. To sytuacja paradoksalna, gdzie ogromne oczekiwania i medialny szum zderzają się z końcowym produktem, który nie wnosi nic nowego do już istniejącego dorobku.
Pewnie już dawno zostałby zepchnięty poza margines, gdyby nie dorobek sprzed lat. Zwłaszcza ten z The Smiths.
Ta myśl idealnie podsumowuje dylemat, przed którym stają dziś odbiorcy twórczości Morrisseya. Miłośnicy wciąż czekają na powrót do formy, na iskrę geniuszu znaną z przeszłości. Tymczasem “Make-up Is a Lie” zdaje się być kolejnym krokiem w przeciwnym kierunku, utwierdzając część krytyków w przekonaniu, że najlepsze lata artysty są już bezpowrotnie za nim.
Foto: i.iplsc.com
















Leave a Reply