Branża festiwalowa stoi w obliczu poważnych wyzwań, które mogą doprowadzić do wyeliminowania z rynku imprez o średniej skali. Zdaniem analityczki Annick Maas, zajmującej się rynkiem mediów i internetu, przyszłość należeć będzie wyłącznie do największych oraz najbardziej niszowych wydarzeń. Kluczowym problemem jest zjawisko określane mianem „gorączki niebieskich kropek”, czyli sytuacji, w której znacząca część biletów na koncerty pozostaje niesprzedana, co na platformie Ticketmaster symbolizują niebieskie punkty na mapie sali.
Przyczyny kryzysu w branży festiwalowej
Według Maas, na obecną sytuację składa się kilka czynników. Przede wszystkim stan gospodarki, który nie sprzyja wydatkom na rozrywkę. Dodatkowo widoczna jest wyraźna przepaść pokoleniowa: milenialsi, którzy w poprzedniej dekadzie tłumnie odwiedzali festiwale, obecnie zakładają rodziny i mają mniej czasu na uczestnictwo w takich wydarzeniach. Z kolei pokolenie Z, które chętnie wzięłoby udział w koncertach, często nie dysponuje wystarczającymi środkami finansowymi – jak podkreśla analityczka, jedynie 24% przedstawicieli tej grupy wiekowej pracuje zawodowo.
Strategia przetrwania największych festiwali
Maas zwraca uwagę, że kluczową przewagą największych festiwali, takich jak brytyjski Glastonbury, jest możliwość sprzedaży biletów na długo przed ogłoszeniem składu artystycznego. „Chcesz sprzedać bilety, zanim poznasz line-up. W przypadku Glastonbury wszystkie wejściówki są wyprzedane, zanim ktokolwiek dowie się, który artysta wystąpi” – wyjaśnia Maas. Dzięki temu organizatorzy mogą zabezpieczyć się przed rosnącymi kosztami wynajmu gwiazd, które w ostatnich latach znacząco wzrosły. Współcześni artyści, wobec spadku dochodów ze sprzedaży płyt i niskich stawek z platform streamingowych, w dużej mierze polegają na przychodach z koncertów. Jak zauważa analityczka, publiczność niekoniecznie chodzi na więcej koncertów niż dawniej, ale wydaje na nie znacznie więcej pieniędzy – co widać zarówno w przypadku biletów na występy Olivii Dean, jak i Taylor Swift.
Przyszłość średnich festiwali
W tym kontekście średniej wielkości festiwale znajdują się w szczególnie trudnej sytuacji. Nie są w stanie konkurować z gigantami o największe gwiazdy, a jednocześnie nie mogą liczyć na lojalną, niszową publiczność, która gromadzi się wokół kameralnych wydarzeń. „Myślę, że wniosek jest taki, że przetrwają festiwale niszowe i te największe. Ogólnie jednak branża przeżywa zastój z powodu problemów pokoleniowych” – podsumowuje Maas. Eksperci przewidują, że w nadchodzących latach możemy być świadkami konsolidacji rynku, gdzie mniejsi organizatorzy będą zmuszeni do łączenia sił lub specjalizacji, aby utrzymać się na powierzchni.
Foto: digitalmusicnews.com
















Leave a Reply