Finał 71. Konkursu Piosenki Eurowizji, który odbył się w sobotę w szwedzkim Malmö, przyniósł nie tylko muzyczne emocje, ale także silne napięcia polityczne. Już na początku występu izraelskiego reprezentanta Noama Bettana, w hali rozległy się głośne gwizdy, które na kilkanaście sekund zagłuszyły dźwięk utworu. Część publiczności wyraźnie zamanifestowała swój sprzeciw wobec obecności Izraela w konkursie, co doprowadziło do chwilowego zamieszania na widowni.
Według relacji świadków, cisza, która zapadła po pierwszych gwizdach, była wręcz symboliczna. Organizatorzy nie przerwali transmisji, a występ Bettana został dokończony bez zakłóceń technicznych. To nie pierwszy raz, gdy Eurowizja staje się areną politycznych sporów. W przeszłości podobne sytuacje miały miejsce m.in. w 2022 roku, gdy rosyjscy wykonawcy zostali wykluczeni z konkursu po inwazji na Ukrainę, czy w 2019 roku, gdy Madonnę skrytykowano za występ z izraelskimi flagami.
Eksperci zwracają uwagę, że Eurowizja od lat balansuje między apolitycznością a rzeczywistością geopolityczną. „Konkurs, który miał łączyć narody, coraz częściej staje się przestrzenią do wyrażania politycznych poglądów” – komentuje w rozmowie z nami medioznawca z Uniwersytetu Warszawskiego. „W przypadku Izraela, trwający konflikt w Strefie Gazy i kontrowersje wokół polityki rządu Netanjahu sprawiają, że udział tego kraju budzi skrajne emocje wśród widzów” – dodaje.
Mimo incydentów, Noam Bettan zaprezentował balladę w języku hebrajskim i angielskim, która według bukmacherów miała szanse na miejsce w pierwszej dziesiątce. Ostatecznie, po przeliczeniu głosów jury i telewidzów, Izrael zajął 14. pozycję. W sieci pojawiły się komentarze dzielące internautów – jedni popierali protesty, inni krytykowali mieszanie muzyki z polityką.
Organizatorzy Eurowizji, Europejska Unia Nadawców (EBU), tradycyjnie podkreślają, że konkurs ma charakter czysto muzyczny. Jednak rzeczywistość pokazuje, że granica między sztuką a polityką bywa niezwykle cienka. Tegoroczny finał z pewnością będzie analizowany przez badaczy kultury masowej i medioznawców jako kolejny przykład polityzacji wydarzeń kulturalnych.
Foto: i.iplsc.com
















Leave a Reply