Świat muzyki rockowej pogrążył się w żałobie. W piątek, w wieku 83 lat, zmarł Dick Parry, wybitny saksofonista, którego charakterystyczne brzmienie na zawsze wpisało się w historię Pink Floyd. Informację o śmierci artysty przekazał za pośrednictwem mediów społecznościowych gitarzysta zespołu, David Gilmour.
„Mój drogi przyjaciel Dick Parry odszedł dziś rano” – napisał Gilmour. „Odkąd skończyłem siedemnaście lat, graliśmy razem w zespołach, a on, jako saksofonista, był częścią także Pink Floyd. Jego wyczucie i ton sprawiają, że jego gra na saksofonie jest natychmiast rozpoznawalna – to sygnatura ogromnego piękna, znana milionom i stanowiąca tak ważną część utworów takich jak ‘Shine On You Crazy Diamond’, ‘Wish You Were Here’, ‘Us and Them’ czy ‘Money’.”
Kluczowy wkład w największe dzieła
Parry to postać nierozerwalnie związana z dwoma najważniejszymi albumami Pink Floyd: przełomowym „The Dark Side of the Moon” (1973) i koncepcyjnym „Wish You Were Here” (1975). Jego saksofonowe sola, pełne emocji i melancholii, stały się integralną częścią brzmienia tych płyt. Później, po latach przerwy, powrócił do współpracy przy albumie „The Division Bell” (1994).
Artysta nie ograniczał się jednak tylko do współpracy z Pink Floyd. Jego bogaty dorobek studyjny obejmuje sesje z takimi tuzami jak Rory Gallagher, John Entwistle z The Who, czy zespół Bonzo Dog Doo-Dah Band. Przez lata koncertował także z The Who oraz z solowymi projektami Davida Gilmoura.
Niezwykły powrót po latach
Historia ponownego spotkania Gilmoura z Parrym jest niezwykła. Jak wspominał sam gitarzysta w wywiadzie z 1994 roku, po latach bez kontaktu otrzymał od Parry’ego kartkę świąteczną. Okazało się, że muzyk porzucił saksofon i wiódł spokojne, acz niepewne życie w wiosce pod Cambridge. Gilmour zaprosił go na przesłuchanie do nadchodzącej trasy koncertowej.
„Zapytałem go, czy ma ochotę spróbować sił w trasie, aby sprawdzić, czy wciąż ma to ‘coś’” – opowiadał Gilmour. „Powiedział mi, że gra lepiej niż kiedykolwiek. Zaprosiłem go na łódź na małe przesłuchanie. Zagrał może trzy frazy, a ja i Bob Ezrin spojrzeliśmy po sobie i stwierdziliśmy: ‘Dobra, wciąż to ma. Kończmy te przesłuchania’. Boom, ma ten ton. To fantastyczne. Rozpoznajesz go od razu.”
Śmierć Dicka Parry’ego to ogromna strata dla świata muzyki. Jego wkład w rock progresywny jest nie do przecenienia, a charakterystyczne, nostalgiczne dźwięki jego saksofonu na zawsze pozostaną symbolem jednej z najbardziej wpływowych kapel w historii.
Foto: digitalmusicnews.com
















Leave a Reply